26.08.2014Mobile

Yanosik kontra RadarStop i Rysiek – kto myli się najbardziej

Coraz częściej w podróż zabieramy smartfona z aplikacją ostrzegającą o radarach. Którą warto wybrać? Sprawdziliśmy, jak na tle popularnego Yanosika wypadają wprowadzone niedawno RadarStop i Rysiek. Przejechaliśmy z nimi ponad 600 km.

Aplikacja w telefonie ostrzegająca o utrudnieniach na drogach, w tym o kontrolach prędkości, staje się alternatywą dla radia CB. Zapewne wielu kierowców w pierwszym odruchu wskaże Yanosika, ale konkurencja dla niego rośnie. Od dłuższego czasu dostępne są Coyote, AutoRadar czy SpeedAlarm, a w ciągu ostatnich miesięcy pojawiły się RadarStop oraz Rysiek. I właśnie te dwie ostatnie aplikacje postanowiliśmy skonfrontować z liderem rynku. Przejechaliśmy z nimi trasę ponad 600 km do jednej z popularnych miejscowości nad Bałtykiem – Mielna. Wybraliśmy jednak nietypową drogę. Taką, na którą decyduje się coraz więcej kierowców: przez Warszawę i dalej autostradą A2, a następnie A1, by dopiero tuż przed Toruniem zjechać na drogi niższych kategorii w stronę Koszalina.

Czy podczas podróży autostradą aplikacja ostrzegająca o utrudnieniach na drogach do czegokolwiek się przyda? Okazuje się, że tak, bo także na trasie szybkiego ruchu czają się zagrożenia istotne z punktu widzenia użytkownika testowanych rozwiązań. Wystarczy wspomnieć o korkach, remontach, wypadkach czy uszkodzonych samochodach stojących na poboczu. Zagrożenie jest tym większe, że w przypadku utknięcia w korku na autostradzie spowolnienie jazdy jest zapewnione co najmniej do najbliższego zjazdu. Amen. A że zjazdów jest mało, to podróż może łatwo zmienić się w koszmar. Stąd naturalnym uzupełnieniem aplikacji z funkcją ostrzegania jest jeszcze dobra nawigacja: najlepiej z odświeżanymi na bieżąco informacjami o korkach, by w razie potrzeby szybko opracować nową alternatywną trasę. Wspomnianą funkcjonalność zawiera Yanosik. Pozostali rywale nie służą jako nawigacja, chociaż w przypadku RadarStop to zastanawiające, bo dostarcza go firma Imagis – ta sama, która oferuje nawigację MapaMap. Co więcej – oba programy dzielą się informacjami o utrudnieniach.

Fotoradar na polskiej autostradzie i procesje na drogach

Przejazd autostradą z notatnikiem w ręku? Powątpiewaliśmy, czy zrobimy jakiekolwiek zapiski na A1 i A2. I myliliśmy się. W trakcie naszej podróży autostradami najbardziej przydatny okazał się Yanosik. Jako jedyny ostrzegał o uszkodzonych samochodach, które stanowią zagrożenie dla podróżujących szczególnie z typową autostradową prędkością. Pozostali konkurenci milczeli jak zaklęci. No prawie, milczeli. Rysiek wejście miał efektowne. Podczas jazdy A1 ostrzegał o… fotoradarach. Jak to możliwe? Zerknijcie na mapę. Między Włocławkiem a Toruniem dwie drogi są tuż obok siebie: stara krajowa i nowa autostrada A1. A na starej smętnie straszyły maszty fotoradarów. Co ciekawe, w tym samych miejscach RadarStop i Yanosik zachowały się jak trzeba: nie wszczynały alarmu. Rysiek zresztą odzywał się na autostradzie także wówczas, gdy zbliżaliśmy się do miejsc, które twórcy programu oznaczyli jako niebezpieczne. Wprawdzie nic niepokojącego nie zauważyliśmy, ale czujności nigdy dosyć. Szczególnie w podróży z kompletem pasażerów na pokładzie. Niemniej miejsc uznanych za niebezpieczne nie wliczyliśmy do zestawienia.

Podróż odbyliśmy w trakcie święta Bożego Ciała, co oznaczało, że istniało duże ryzyko trafienia na korek lub drogę zamkniętą na czas przejścia procesji. Z perspektywy kierowcy, który ma długą podróż do przebycia, to duże utrudnienie. Na tyle duże, że Yanosik ostrzegał o utrudnieniach związanych z obchodami święta. W sumie na dystansie 100 km, począwszy od zjazdu z autostrady, aż sześciokrotnie zaliczyliśmy przymusowy postój lub objazd: o dwóch poinformował Yanosik. Pozostali rywale niestety pozostali głusi. Boli. Szczególnie jak dłużej tkwi się w korku.

Gdzie te suszarki i fotoradary?

Liczysz na to, że aplikacja w porę ostrzeże przed „suszarką” w krzakach? Możesz się przeliczyć. Choć na całej 600-kilometrowej trasie ani razu nie trafiliśmy na policyjną kontrolę, to Rysiek jako jedyny regularnie ostrzegał o zagrożeniu. I nie trafił ani razu. Fatalnie? Cóż, zależy jak na to spojrzeć. Lepiej być ostrzeżonym o możliwej kontroli, niż w pełni nieświadomie trafić na patrol w najmniej oczekiwanej chwili. Mamy też świadomość, że informacje mogły być jak najbardziej prawidłowe: do czasu, aż patrol opuścił miejsce kontroli. Każdy jednak może oczekiwać, że siła społeczności użytkowników polega na tym, że zgłaszane informacje będą szybko i sprawnie weryfikowane. Najwyraźniej na trasie, którą jechaliśmy, weryfikujących zabrakło.

O ile jednak można zrozumieć błędy dotyczące lokalizacji „suszarek”, o tyle błędne wskazania fotoradarów są wręcz niewybaczalne. Rysiek mylił się 10 razy, a Yanosik 7 (nie licząc spalonego fotoradaru w Starej Miłosnej). Czy to dużo? W przypadku Ryśka średnio co 60 km aplikacja błędnie alarmowała o maszcie. Yanosik co 85 km. Na ich tle RadarStop to wręcz superprecyzyjny ostrzegacz: pomylił się jedynie w dwóch miejscach, co daje mu świetną średnią z całej trasy (jedno błędne powiadomienie o fotoradarze na 300 km). Z pewnością dobrym sprawdzianem refleksu twórców aplikacji jest obecny proces demontażu fotoradarów. Kto szybciej odświeży dane, ten zyska przychylność użytkowników. A jak zaniedba sprawę: wściekłość i ryzyko ucieczki do konkurencji. Zresztą o irytację i wściekłość tym łatwiej, że oczekiwania wobec najbardziej znanych aplikacji są wysokie. Problem szczególnie dotyczy Yanosika. Widać wzrost liczby użytkowników, ale nie przekłada się ona na jakość. Na porządku dziennym widać błędy, z którymi borykała się AutoMapa we wczesnym okresie współpracy z Miplo: ten sam patrol ITD jest zgłaszany w kilku lokalizacjach w odległości kilkuset metrów od siebie. Na dystansie 2 km usłyszysz zatem wiele alarmów o jednej inspekcji. Obyś wówczas miał cierpliwość, bo inaczej wyrzucisz swój smartfon przez okno.

Jak ocenialiśmy

Testując aplikacje uwzględnialiśmy, czy: wskazują obecność fotoradaru stacjonarnego, wykrywają kontrole lotne (z radarem, fotoradarem, ITD), informują o utrudnieniach na drodze oraz czy dane dzięki nim uzyskane są zgodne z prawdą. Przyjęliśmy założenie, że za prawidłowe wskazanie kontroli lotnej, której kierowca najmniej się spodziewa, przyznawać będziemy 10 punktów, a za brak ostrzeżenia przed nią – odejmować 10 punktów. W przypadku fotoradarów stacjonarnych właściwe ostrzeżenie premiowaliśmy 5 punktami (lokalizacja masztów jest powszechnie znana, są one poprzedzone znakami i oklejone na żółto, a więc łatwiej uniknąć „nadziania się” na nie), a za jego brak – odejmowaliśmy 10 punktów. Za wskazanie utrudnienia (np. zepsutego samochodu stojącego na poboczu) przyznawaliśmy 5 punktów. Ponadto po 1 punkcie odejmowaliśmy każdorazowo za: błędne wskazanie o istnieniu kontroli, której w rzeczywistości nie było oraz błędne ostrzeżenie o utrudnieniu. To denerwujące, ale na szczęście mało szkodliwe wpadki aplikacji. 5 punktami karnymi karaliśmy natomiast za brak ostrzeżenia o utrudnieniu.

Kto wygrywa?

Też nie wierzyliśmy, gdy skrupulatnie przeliczaliśmy punkty. Zrobiliśmy to zatem jeszcze raz, i jeszcze raz. Bez zmian. And the winner is: Rysiek. Yanosik zupełnie niespodziewanie na drugim miejscu – pogrążyły go przeoczone fotoradary. A nic tak nie boli, jak zdjęcie wykonane w chwili, gdy program nie alarmuje o zagrożeniu. W końcu po to jest, by podróż przebiegała bez stresu. Gdyby nie wpadki z fotoradarami, Yanosik wygrałby z konkurentami.

Nasz test pokazuje, jak wiele zależy od przypadku. Wystarczyłoby, aby na trasie pojawiło się kilka „suszarek”, których nie wskazałaby konkurencja, by końcowa klasyfikacja wyglądała zupełnie inaczej. Podobnie byłoby, gdyby więcej użytkowników danej aplikacji podróżowałby tą samą trasą o zbliżonej porze.  Nic jednak nie usprawiedliwia wpadek z bazą fotoradarów, nawet jeśli wówczas były to jedynie puste maszty.

Na koniec jeszcze jeden wniosek: żadna z testowanych aplikacji nie jest idealna. Nawet zabranie ze sobą w podróż trzech różnych programów czy urządzeń nie sprawi, że bezkarnie dotrzesz do celu. Wciąż istnieje spore ryzyko, że natkniesz się na kontrolę, o której nikt wcześniej nie ostrzegał. Problem dotyczy w szczególności mniej uczęszczanych dróg. I wówczas nawet największa społeczność na niewiele się przyda, jeśli mało kto porusza się danym odcinkiem. Dowód? W teście przeprowadzonym niedawno przez tygodnik „Motor” zwyciężył Rysiek. Tyle że próby przeprowadzono na innej trasie i w innych dniach niż nasze. W ich trakcie aplikacje także nie wykrywały niektórych kontroli drogowych, a o wyniku zadecydował brak ostrzeżeń o dwóch patrolach.

RadarStop

+ wygodna obsługa

+ podgląd mapy

+ ostrzeżenia, które trudno przeoczyć

+ mała liczba błędnych lokalizacji w teście

+ostrzeganie o zbliżaniu się do przejazdów kolejowych

- sporo przeoczonych zagrożeń

- przeciętna skuteczność funkcji wzajemnego ostrzegania kierowców

- błędy w lokalizacji fotoradarów stacjonarnych

- błędy w lokalizacji przejazdów kolejowych

- brak funkcji obracania ekranu

Rysiek

+ podgląd mapy

+ bardzo wygodna obsługa

+ ostrzeżenia, które trudno przeoczyć

+ ostrzeganie o niebezpiecznych miejscach na drogach

+ duża liczba kategorii ostrzeżeń

- 6 przeoczonych zagrożeń na dystansie 600 km

- błędy w lokalizacji fotoradarów

- błędy ograniczeń prędkości

- brak funkcji obracania ekranu

Yanosik

+ funkcja nawigacji

+ podgląd mapy

+ wygodna obsługa

+ ostrzeżenia, które trudno przeoczyć

+ ostrzeganie o utrudnieniach

+ funkcja obracania ekranu

+ informacje o natężeniu ruchu drogowego

- 6 przeoczonych zagrożeń na dystansie 600 km

- błędy w lokalizacji fotoradarów

- błędy ograniczeń prędkości

- duża liczba powtarzających się zgłoszeń

- wyraźne nagrzewanie się telefonu w trakcie pracy aplikacji

Tabela: Przebieg testu - jak RadarStop, Rysiek i Yanosik radziły sobie z informowaniem o utrudnieniach

 

Komentarze
comments powered by Disqus
Newsletter
Zapisz się na bezpłatny newsletter.